W listopadzie częściej przychodzimy na cmentarze. Odwiedzamy nie tylko groby bliskich, ale i tych którzy wywarli wpływ na naszą kulturę - groby artystów, groby tych, dzięki którym możemy żyć w wolnym kraju – groby żołnierzy i ofiar represji totalitarnych systemów. Są w Polsce cmentarze wojskowe, a na wielu miejskich i parafialnych cmentarzach kwatery żołnierskie. Nie dziwią nas znicze i kwiaty na grobach, gdzie widnieją napisy „żołnierz WP”, „oficer WP”. Są jednak miejsca pochówku poległych dla niektórych kłopotliwe. Do takich miejsc należą cmentarze Armii Radzieckiej. Przez lata wpajano nam, że żołnierze radzieccy zginęli „za jedyną słuszną sprawę”, dlatego też zganiano do uprzątania ich grobów młodzież, nad grobami czerwonoarmiejców organizowano uroczyste akademie, którym patronował „Lenin wiecznie żywy”. Czasy te już minęły, a dla młodszych opowieści o nich to historyczno-egzotyczne ciekawostki. Cmentarze Armii Radzieckiej pozostały. I nie muszą one być tylko kłopotliwym pomnikiem przeszłości.

Spróbujmy odrzucić całą otoczkę ideologii i polityki. Na tych cmentarzach są pochowani także ludzie ochrzczeni, prawosławni i katolicy. Wielu młodych chłopców nie pytanych o zdanie zostało zabranych z domów rodzinnych tysiące kilometrów stąd do kraju którego nigdy wcześniej nie poznali, do którego nigdy nie zamierzali przyjeżdżać, a co dopiero w nim ginąć. Niewiele obchodziła ich linia Kurzona i stalinowskie strefy wpływów. Pewnie chcieli wrócić do bliskich, ale już nie wrócili. Pod kamieniami z czerwoną gwiazdą bywają pochowani żołnierze komunistycznej armii, którzy pod mundurem ukrywali krzyżyk czy ikonę. Zapewne leżą i w pełni identyfikujący się z komuną, i tacy, którzy zostaliby w demokratycznym państwie skazani za zbrodnie komunistyczne. Jednak dzisiaj wchodzimy i na cmentarze radzieckie z modlitwą: „Wieczny odpoczynek racz im dać Panie...”, bo wobec majestatu śmierci wszyscy jesteśmy równi.

Na Cmentarzu Wojennym w Kędzierzynie-Koźlu pochowanych jest około czternaście tysięcy ofiar wojny. Leżą w zbiorowych mogiłach. Cmentarz ten, zwany wcześniej Cmentarzem Armii Radzieckiej, do dzisiaj w świadomości obecnych mieszkańców miasta funkcjonuje jako „ruski cmentarz.” Ale nie jest on miejscem pochówku tylko żołnierzy radzieckich. Według relacji świadków, pochowano na nim także Niemców, ofiary cywilne, także zamordowanych przez ideologiczne ramię Armii Czerwonej. Zwłoki zwożono z całej okolicy. Oczywiście w czasach realnego socjalizmu nie wolno było o tym mówić. Siłą rzeczy kędzierzyński Cmentarz Wojenny nie jest codziennie tłumnie odwiedzany. Pewnie dlatego niestety zdarzają się na nim niegodne zachowania niektórych ludzi. A to ktoś przechadza się z psem pomiędzy grobami, a to ktoś zrobi sobie zakrapianą imprezę na nagrobku. Na tym ostatnim zostali nawet złapani funkcjonariusze Straży Miejskiej, którym po służbie nie spieszyło się do domu. Nie przypuszczam, aby temu podobne przypadki były związane z niechęcią do Armii Radzieckiej. Raczej jest to wpisane w ogólny upadek kultury i dobrych obyczajów, który dotyka i cmentarze czynne.

Takich miejsc, jak Cmentarz Wojenny w Kędzierzynie-Koźlu jest w naszym kraju więcej. Zachęcam do tego, aby odwiedzać je od czasu do czasu i zapalić znicz, może dla jakiegoś Wołodii, który zostawił swoją Maszeńkę kilka tysięcy kilometrów na wschód od swojego grobu, a Maszeńka nigdy się nie dowiedziała, gdzie Wołodia leży. Na Kędzierzyńskim „ruskim cmentarzu” jest krzyż prawosławny poświęcony niegdyś przez prawosławnego proboszcza z Wrocławia. Co roku tutejsza Parafia p. w. Ducha Świętego i Matki Kościoła 2 listopada organizuje tu nabożeństwo za zmarłych z procesją między mogiłami.

ks. Eugeniusz Cebulski święci cmentarz radziecki 1993r.






